niedziela, 8 lutego 2015

Recenzja ,,Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins.


Państwo Panem z imponującym Kapitolem, który jest otoczony przez 12 Dystryktów. Życie tam wcale nie jest usłane różami. Dlaczego? Bo raz w roku każdy Dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między 12 a 18 rokiem życia. Oni muszą wziąć udział w Głodowych Igrzyskach. Turnieju na śmierć i życie. Wszystko to ku uciesze Kapitolu.
Bohaterką i narratorka jest szesnastoletnia Katniss Everdeen. Ma młodszą siostrę oraz mamę. Gdy ojciec umarł dziewczyna musiała się zająć domem.
Zbliżają się Dożynki. Losowanie. Zostaje wybrana... Primrose, siostra Katniss. Szesnastolatka zgłasza się na ochotniczkę. Chcę ocalić Prim. Teraz następuje wybór chłopaka. Czy to będzie Gale, przyjaciel Katniss? Nie to... Peeta Mellark.
Dzień wyjazdu. Strach. Pierwsze momenty na Arenie. 24 ludzi, którzy niczemu nie byli winni. Teraz muszą walczyć o przetrwanie. Kto przetrwa? Kto znajdzie sojuszników? Kto wygra?
Przyjaźń, miłość, współczucie, strach. Żądza zwycięstwa.
Powyższą pozycję przeczytałem w zasadzie pod presja moich przyjaciół. Oni namawiali mnie do sięgnięcia po tę książkę. Bardzo się cieszę, że ich wtedy posłuchałem. Gdybym tego nie zrobił, nigdy nie poznałbym tej wspaniałej historii. Historii, którą mną poruszyła. Na długo zapadła mi w pamięć. O treści nie będę się za bardzo wypowiadać, bo boję się, że mogę zahaczyć o spoilery. A tego bym nie chciał.
Przejdę jeszcze na chwilę do okładki. Czyż nie jest ona piękna? Symbol Kosogłosa w ogniu. Jest niesamowity. Przyciąga uwagę czytelnika. 
Podsumowując, książka jest naprawdę godna polecenia czytelnikowi, chyba w każdym wieku. Przynajmniej takie jest moje odczucie. Nic dodać, nic ująć. Sięgnijcie po nią, a się nie zawiedziecie. Chyba, że ktoś z Was już ją czytał. Jeśli tak to jakie są wasze wrażenia??